Dwudniowe rozmowy w Berlinie, z udziałem prezydenta Wołodymyra Zełenskiego i amerykańskich wysłanników, wywołały falę spekulacji o możliwym przełomie w wojnie na Ukrainie. Dyskutowano nad planem pokojowym przygotowanym przez administrację Donalda Trumpa, przy jednoczesnym zaangażowaniu kluczowych państw europejskich. Po raz pierwszy od wielu miesięcy pojawiły się konkretne propozycje, które – przynajmniej na papierze – mogłyby stworzyć ramy dla zakończenia konfliktu.
Najważniejszym elementem rozmów była amerykańska oferta gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy „na wzór Artykułu 5” NATO. Choć nie oznacza ona członkostwa w Sojuszu, zakłada zobowiązanie USA i wybranych państw europejskich do reakcji na ewentualną przyszłą agresję Rosji. Dla Kijowa to istotny sygnał, odpowiadający na największy lęk: że rozejm stanie się jedynie przerwą przed kolejnym rosyjskim atakiem. Warunek był jednak jasny – Ukraina rezygnuje z perspektywy członkostwa w NATO, co potwierdził w Berlinie Prezydent Zełenski.
Równolegle Europa zadeklarowała gotowość powołania wielonarodowych sił wsparcia dla Ukrainy, pod przywództwem europejskim i przy wsparciu „amerykańskiego zaplecza”. Ich zadaniem miałoby być m.in. zabezpieczenie przestrzeni powietrznej i morskiej oraz wsparcie stabilizacji kraju. UE i USA zapowiedziały także udział w odbudowie Ukrainy oraz utrzymanie jej armii na poziomie ok. 800 tys. żołnierzy w czasie pokoju.
Optymizm ten szybko zderza się jednak z realiami. Najtrudniejszą kwestią pozostaje Donbas. Rosja domaga się kontroli nad całym regionem, również nad obszarami pozostającymi pod władzą Kijowa. Propozycja amerykańska – zdemilitaryzowana strefa wolnego handlu – jest dla Moskwy niewystarczająca, a dla Ukrainy nie do przyjęcia, jeśli miałaby oznaczać pozostawienie rosyjskich formacji policyjnych. Kreml konsekwentnie sprzeciwia się też obecności wojsk państw NATO na Ukrainie, co podważa sens europejskich planów ogłoszonych w Berlinie.
Oficjalnie wszyscy mówią o postępie. Amerykańscy negocjatorzy twierdzą, że uzgodniono już „90 procent” spornych kwestii, a Donald Trump ogłasza, że pokój jest bliżej niż kiedykolwiek. Kanclerz Niemiec mówi o „poważnym kroku naprzód”. W kuluarach słychać jednak sceptycyzm: wielu europejskich dyplomatów uważa, że rozmowy służą przede wszystkim utrzymaniu zaangażowania Waszyngtonu, a nie realnemu kompromisowi z Moskwą.
Kolejne rundy konsultacji są już planowane, ale zasadnicze pytanie pozostaje bez odpowiedzi: czy Rosja jest gotowa zrezygnować z logiki zmiany granic siłą? Dopóki Kreml traktuje Ukrainę jako obiekt podporządkowania, a nie równoprawnego partnera, berlińskie deklaracje mogą okazać się jedynie kolejnym epizodem dyplomatycznej gry. Pokój jest dziś bliżej niż wczoraj – ale wciąż bardzo daleko od trwałego rozwiązania.

